jakieś 15 minut po wertepach od granicy gwatemalskiej, znajduje się Copán. małe kolonialne miasteczko z ogromnym urokiem. znane przede wszystkim z ruin świątyń Majów. mnie też właśnie one przyciągnęły, w związku z czym kieruję się tam niezwłocznie. tym razem nie decyduję się na przewodnika. trochę z oszczędności, a trochę dlatego, że miałam ochotę poczuć to miejsce i jego energię. a racjonalne i wnikliwe podejście do zwiedzania potrafi odrzeć z magii.



jedną z nielicznych ciekawostek, które przyswoiłam to ta, że na tym oto kamieniu
dokonywano ceremonialnego zabicia członków przegranej drużyny gry w piłkę nożną. bo to Majowie wymyślili grę w piłkę nożną. chociaż zasady były inne niż w tej współczesnej.
w Copán Majowie pięknie rzeźbili, albo może udało się zachować wjątkowo dużo rzeźb. w każdym razie to niesamowite. na drzewach mnóstwo kolorowych papug, a po trawnikach biegają
przerośnięte świnki morskie. oraz upał nie z tej ziemi.


drugi dzień spędzam w raju. na farmie Carlosa. nie jestem entuzjastką zorganizowanych tour’ów, ale ten jest inny. brakuje mi słów, żeby opowiedzieć jak nieziemskie to było przeżycie, a właściwie cała ich seria.
droga na pace pick-upa, chwilami trochę jak zjeżdżanie z górki na rowerze kiedy miałam 7 lat.
dom rodzinny, a w nim fotografie rodzinne. takie to podobne, a takie inne.


przejażdżka konna w stylu kowbojskim po plantacjach kawy i beztroskie galopy po lokalnych drogach przecinanych strumykami!


z przerwami po drodze na degustację dziwnych owoców, takich jak starfruit czyli gwiazdkowy owoc. oraz ugaszenie pragnienia mlekiem kokosowym.


orgia smaków, zapachów. zdecydowanie najlepszy obiad w Ameryce Środkowej (m.in. agawa, doskonale przygotowana wołowina). przeżuwanie ziarenek kawy, kakaowca i wreszcie kardamonu (!!!)

(po lewej kwiat, a po prawej owoc kakaowca, poniżej otwarty owoc, ziarna i otwarte ziarno kakaowca. z tego ciemnego robi się czekoladę. na samym dole Carlos i kardamon)



niesamowite opowieści o życiu plantatora, o hodowli kawy, kakaa, bananów, awokado, pasiflory, fasoli, kukurydzy, mango i wielu wielu innych. i o jaguarach.




a na koniec dnia kąpiel przy świecach w gorących źródłach. gdzieś w dżungli. spomiędzy gęstego sufitu liści gdzieniegdzie prześwitują gwiazdy. tylko zapach nienajświeższego jajka przypomina, że to jeszcze nie idealne życie.